Wyjazd do Wilna c.d.
...Poza tym jak dla mnie to Wilno to mieszanka różnych stylów, bo tu jakiś meczet (kojarzy się z Turcją), tu katedra z 
kolumnami (kojarzy się z Grecją), ogólnie Wilno jest położone na 7 wzgórzach tak jak Rzym, niektóre uliczki ma jak w 
Hiszpanii lub jak w Wiedniu...Jak dla mnie bomba :D Po długim spacerze w końcu razem z ciocią i Adamem dotarliśmy do 
domu. Chwilę odpoczęliśmy i już jechaliśmy dalej. Wieczorem pojechaliśmy do centrum handlowego Akropol. Centrum tak 
wielkie, że co chwilę się gubiłam. Poza tym miało oryginalną budowę, bo w środku było lodowisko, naokoło niego knajpki i 
naokoło knajpek sklepy J, tak więc po godzinnym zwiedzaniu sklepów usiedliśmy sobie w knajpce i oglądaliśmy jak jeżdżą na 
łyżwach. Miałam ochotę pojeździć, ale niestety nie miałam z kim. Ok. 23 wróciliśmy do domu.  W niedzielę była cudowna 
pogoda. Bezchmurne niebo, święcące słońce i ponad 20 stopni. W związku z tym poszliśmy na górę Giedymina. Widać było 
całe Wilno. W słońcu zupełnie inaczej wyglądało Potem poszliśmy do kościoła Św. Anny, ale był zamknięty, więc weszliśmy 
do kościoła obok   Bernardynów. Na świąteczny obiad byliśmy umówieni z naszymi znajomymi, tak więc na 16 pojechaliśmy 
do nich. Pogadaliśmy sobie, pośmialiśmy się, zobaczyliśmy jak wygląda dom i tradycje polskiej rodziny w Wilnie i ogólnie 
było bardzo miło.Po kilku godzinach siedzenia u nich już wieczorkiem poszliśmy zobaczyć Wilno by night. Dużo nie 
zobaczyliśmy bo było zimno i nie mieliśmy siły, więc wróciliśmy do domu. W poniedziałek znowu umówiliśmy się ze 
znajomymi. Tym razem pojechaliśmy do Trok zobaczyć zamek. Jest piękny. Leży na wyspie na środku jeziora, ale nie 
wchodziliśmy do środka, bo jest tam 3 godziny zwiedzania, a nam się nie chciało :P.  Potem pojechaliśmy na Rossę  cmentarz 
polskich żołnierzy. Leży tam również serce Piłsudskiego. Cmentarz jest naprawdę wielki i piękny. Nie jest tak jak u nas, że 
każdy grób jest taki sam. Tam każdy grób jest inny i wszystkie są na swój sposób piękne, w końcu mają kilkaset lat Po 
zwiedzeniu cmentarza pojechaliśmy (już bez znajomych) do Nowej Wolejki. Jest to miejscowość, a w zasadzie teraz już 
dzielnica Wilna), w której urodził się mój tata. Pojechaliśmy tam znaleźć dom rodzinny mojego taty i jego mamy, czyli mojej 
babci. Mimo, że tata w Wilnie jest dość często, to jakoś nigdy nie szukał tego domu. Wiedzieliśmy tylko, że dom jest między 
rzeką a torami i mieliśmy zdjęcie tego domu. To było fajne poszukiwanie. Jednak sami nie daliśmy rady i pojechaliśmy po 
pomoc do znajomych mojej babci. Oni nam pomogli znaleźć ten dom. Sami byśmy nie znaleźli, bo jedyne co wiedzieliśmy o 
tym domu to, że jest między rzeką a torami, a rzeki już tam nie ma, bo został zmieniony jej bieg :P.Zobaczyliśmy i 
pojechaliśmy do domu.  We wtorek mieliśmy już luźny dzień. Tylko na kupowanie pamiątek i żegnanie się z Wilnem, a w 
środę z rana wyruszyliśmy i w Gdańsku byliśmy o 17 polskiego czasu :). Były to i najlepsze święta Wielkanocne i najlepszy wyjazd rodzinny :).
 Poza tym było bardzo śmiesznie, bo jeszcze nabijaliśmy się z litewskiego języka, którego znaczna większość 
rzeczowników kończy się na  "as" baras, restaurantas, jogurtas,ulicas, stomatologas i wiele innych,więc w domu rozmawialiśmy 
ze sobą kończąc każdy wyraz na  as ,co było przezabawne, a w sklepach 
też w ten sam sposób porozumiewaliśmy się z Litwinami i jakoś rozumieli :P.
 Np. w restauracji   " rachunkas proszas"  czy coś w tym stylu :P Tak więc 
wyjazd był bardzo udany, szkoda tylko, że pogoda nie zawsze dopisywała.  Zdjęcia z Wilna znajdziesz w 
 fotki/nowości  i w  fotki/moje dzieła . Zapraszam do oglądania :).    
Kliknij "Dalej", by przeczytać o ratowaniu mewy.












W tle: Amy Diamond "If I ain't got you"